W zeszłym tygodniu odwiedziłem Łódź, która na kilka dni zamieniła się w najmodniejsze miasto w Polsce. Dwunasta edycja Fashion Week Poland była dopiero drugą, na której miałem okazję uczestniczyć. Przyznam szczerze, że jesień nie jest dla mnie sprzyjającą porą roku, więc moja opinia na temat imprezy była dość mocno zaniżona. Wiosną moje samopoczucie jest zdecydowanie lepsze i dlatego postanowiłem jeszcze raz odwiedzić Łódź, żeby przekonać się jak na prawdę wygląda Fashion Week.

 

Do Łodzi przyjechałem w czwartek po południu i dlatego w bardzo szybkim tempie przygotowałem się na resztę atrakcji w tym dniu. Pierwszy minus jaki postawiłem na swojej liście był spowodowany problemem z moją plakietką. Musiałem spędzić kilkanaście minut na kanapie przed recepcją, gdyż z nie wyjaśnionych przyczyn lista, na której się znajdowałem w magiczny sposób wyparowała. Po kilku naciągniętych i wymuszonych przeprosinach ze strony obsługi nareszcie zostałem wpuszczony na teren imprezy. Pierwsze wrażenie niestety negatywne. Ogólnie panujący ścisk nie pozwalał na swobodne poruszanie się po obiekcie, a wiedząc, że to dopiero czwartek nie chciałem nawet myśleć o piątku i sobocie kiedy to odwiedzających będzie najwięcej. Showroomy postanowiłem zwiedzić tuż przed galą otwierającą Fashion Week, bo wiedziałem, że w kolejnych dniach będzie bardzo ciężko się tam poruszać. Na szczęście organizatorzy zadbali o to, aby zbytnio nie przedłużać wycieczek wśród wystawców bo w tym roku było ich około 80 (!) co daje przynajmniej połowę mniejszą liczbę w stosunku do poprzedniego roku. Zdaniem organizatorów była to bardzo ”wyselekcjonowana” grupa wystawców.

 

Gala rozpoczynająca całą imprezę rozpoczęła się z lekkim opóźnieniem. Zresztą sam Pan prowadzący zbytnio nie wiedział co jeszcze zrobić z publicznością aby umilić nam chwile oczekiwania. Potem odbyło się rozdanie nagród „Złotego flaminga”, które zostały przyznane Dawidowi Tomaszewskiemu oraz Piotrowi Dzięciołowi (który gdzieś się zagubił i statuetki nie odebrał). Na uwagę również zasługują umiejętności Pani tłumaczącej z języka polskiego na angielski. Biedna gubiła się co chwilę i chyba sama nie wiedziała dokładnie co tam robi, bo tłumaczenie czegokolwiek zajęło jej sporo czasu, a jeśli już coś przetłumaczyła to w bardzo okrojonej wersji. Następnie odbył się pokaz Dawida Tomaszewskiego podsumowujący 10 lat twórczości projektanta oraz specjalny projekt Carlo Rossi, o którym nie omieszkam wspomnieć w jutrzejszym podsumowaniu pokazów. Kolejne dni imprezy przebiegły w miarę sprawnie, z kilkoma opóźnieniami oraz pomyłkami. Na „medal” zasługują takie wpadki jak przedstawienie pokazu Nanko jako Gavel oraz wyłączenie prądu w trakcie pokazu Acephala. Duży plus za zorganizowanie pokazów STUDIO na tym samym terenie co DESIGNER AVENUE, bo pogoda w październiku nie sprzyjała do przemieszczania się i oczekiwania na dworze na kolejne pokazy. Przedostanie się z jednej hali na drugą to około 4- minutowy spacer. Nie wiem czy dobrym pomysłem było przeplatanie pokazów z alei głównej z pokazami STUDIO? Czasami na prawdę można się było pogubić i zabłądzić.

 

Jest jeszcze jedna rzecz, o której muszę wspomnieć. Sytuacja z Michałem Witkowskim trochę mnie przeraża. Przyznam, że spędziłem z Michaśką kilka chwil tego dnia kiedy założył tę pamiętną czapkę i szczerze mówiąc nie zwróciłem uwagi na znaki, które ją zdobiły. Nie chcę wcale stawać w obronie pisarza. Raczej chciałbym, aby nie obrażano obecnych wtedy osób. Przeczytałem już sporo artykułów oraz komentarzy na temat tego, że nikt z gości nie zareagował na prowokację Witkowskiego. Uwierzcie mi, w tak ciasnym pomieszczeniu, wypełnionym masą ludzi, którzy nerwowo przechadzają się z jednej hali na drugą można było tylko dojrzeć kolorową postać.

 

Podsumowując cały Fashion Week jestem lekko zawiedziony. Zmiana miejsca wcale nie podniosła atrakcyjności imprezy, a nawet w kilku aspektach ją bardziej pogrążyła. Odniosłem też wrażenie, że brakowało wielu ludzi ze świata mody, stałych bywalców w Łodzi. Brakowało równiez kilku projektantów, których pokazy zawsze podnosiły rangę tej imprezy. Niezliczona ilość ”małych”wpadek sprawia, że Fashion Week coraz bardziej trzeba traktować z przymrużeniem oka. Na szczęście podczas czterech dni spędzonych w Łodzi spotkałem się z moimi przyjaciółmi, poznałem kilka fantastycznych osobowości oraz przeprowadziłem wiele ciekawych rozmów. Te rzeczy zawsze będą czynnikiem, który przekonuje, aby dać kolejną szansę polskiemu tygodniowi mody. Jutro opublikuję drugi tekst dotyczący imprezy i zajmę się już przyjemniejszą (no nie zawsze) częścią czyli… pokazami.

 

 

 

(Wszystkich wyświetleń 142, z czego 1 w dniu dzisiejszym)